Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Sprawa sumienia

Dzisiejsze czytania: Iz 49,14-15; Ps 62,2-3.6-9; 1 Kor 4,1-5; Mt 6,33; Mt 6,24-34

(1 Kor 4,4-5) 

Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę. 

(Mt 6,25-27) 

Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? 

Zastanawiam się, dlaczego myśl świętego Pawła wyrażona w Liście do Koryntian i absurdalny w swojej wymowie fragment Ewangelii zostały zestawione razem, tak blisko siebie, jakby jedno uzupełniało drugie. Czy nie jest to dla nas podpowiedź, jak rozumieć słowa Chrystusa? Słowa, które mogą brzmieć absurdalnie w kontekście milionów niezawinionych śmierci. Znamy przerażające fotografie, które weszły do klasyki reportażu, jak cykl Inferno Jamesa Nachtweya. Ludzie na tych fotografiach to kości, skóra, skrajne wycieńczenie. Z fotografii wyziera taka bieda, której nie da się opisać ani zrozumieć. Patrząc na tą nędzę, na taką rozpacz, nie dziwi brak wiary w Boga, który, zdaje się, jedynie przemawia do swoich maluczkich. Daje jedynie puste słowa, nic więcej. 

Obraz świata całkowicie przeczy słowu Ewangelii. Nie przystaje do prawdy, którą daje dzisiaj Chrystus. Jakby Bóg kompletnie minął się z tym światem. W obliczu takiej prawdy traci się wiarę w istnienie Boga. Jednak paradoksalnie prawda o świecie nie gasi pragnienia ekspiacji. Wciąż rodzą się powołani do tego, aby służyć w piekle tego świata. Brak wiary dotknął niektórych świętych pracujących w rejonach zdegradowanych nędzą. W tych miejscach człowiek nie jest człowiekiem, a robakiem pełzającym w prochu ziemi. Taki los zgotował człowiekowi człowiek. I to człowiek próbuje teraz zrzucić winę na Boga, że to On ośmielił się stworzyć go złym, egoistą pełnym żarłocznych pożądliwości. Skoro takiego go stworzył, to nich się teraz męczy... 

Susza, głód, zatruta woda, skażenia gleby wyniszczające płody rolne to tylko drobne kłopoty, myśli większość z nas, nie ma się czym przejmować. Segregacja śmieci? Protest przeciwko bezmyślnej wycinki drzew? To jakieś fanaberie ekomaniaków... 

Matka Teresa żyjąc na co dzień w piekle nędzy i śmierci przestała wierzyć w istnienie Boga. Jedynie siłą woli trzymała się swojej wspólnoty i pozostawała na służbie, która wypełniła jej życie. To wystarczyło, by mogła zostać świętą. Nie jej prywatne przekonanie o istnieniu czy nieistnieniu Boga, lecz to, co zrobiła dla biednych. To jedyne, dobre rozwiązanie – ekspiacja. Socjalizm nie był w stanie rozwiązać kwestii ubóstwa, chociaż marksiści wyszli od krytyki tego właśnie fragmentu Ewangelii, jako bezmyślnej tyrady, pustej i bezwartościowej. Uczeń Marksa, Engels, nazwał chrześcijaństwo religijnym pasożytnictwem - „Nie przejmujcie się o żywność i odzienie, przecież zawsze znajdą się inni, którzy będą za was pracować!” Tak brzmi wypaczone rozumienie tej Ewangelii.

Chrystus mówi o czym innym. O troskach, które odbierają nam czas dla drugiego człowieka. „Byłem głodny, a nie daliście Mi jeść, byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie”. Tylko całościowe przyjęcie Słów Pisma może dać nam prawdę o Bogu. On nieustannie powołuje każdego do służby, do ofiarnej miłości, do spalania się w ofiarowaniu. Jednostka może bardzo wiele. Jeden święty człowiek może zmienić świat. Nie komuna, nie wspólnota będąca hermetycznym światem odgrodzonym od Boga i ludzkich problemów, lecz prawdziwe ofiarowanie siebie w służbie dla drugiego. To jedyne, co można zrobić, aby uśmierzyć ból cierpiącego człowieka. Dlatego chrześcijaństwo w znaku Baranka paschalnego ma tak głęboki sens. To w tym znaczeniu Jezus daje słowo, które prowadzi do świętości. To tutaj sumienie ma nas prowadzić, abyśmy świadczyli w prawdzie o Bogu kochającym. Sumienie jednostki, nie tłumu. Tylko pojedyncze, wrażliwe sumienie jest w stanie przekonać tłum, że dobro zwycięża nad złem. 

Ewangelia mówi wprost - nie martw się o siebie, o to, co na siebie włożysz. Troszcz się raczej o bliźnich. Pomagaj tym, którzy nie mają. Wtedy rozkwitniesz jak lilia, którą ubiera sam Bóg. Ubiera w to, co jest święte, co nie pochodzi ze świata, jak ten kwiat i ptak; oba są czystym pięknem ze względu na to, czym są, nie ze względu na to, co mają.

Magdalena Anna Golon, marzec 2014 

Facebook