Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Różnice ważniejsze od podobieństw.

 

 

Dzisiejsze czytania: Jr 38,4-6.8-10; Ps 40,2-4.18; Hbr 12,1-4; J 10,27; Łk 12,49-53

 

Łk 12,49


Jezus powiedział do swoich uczniów: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam.

 

I jak tu zrozumieć Ewangelię wraz z Miłosierdziem Bożym? Jak zrozumieć franciszkańskie pozdrowienie „pokój i dobro” i ogień rzucony na ziemię, a w dodatku rozłam? Trudne to, gdy nie wejdziemy głębiej w mądrość Bożą i prawdziwe przesłanie. Będzie nam się wydawać zachętą do wywijania mieczem i cięcia po uszach. Nie tędy droga kochani! Nie chodzi tu o wzajemną nienawiść i agresję. Choćbyśmy nawet chcieli pozbawić bliźniego nie tylko uszu, ale też i ciętego języka. Nie o tym mówi dzisiaj Chrystus.

Chciałabym się tutaj odwołać do tekstu, którym się zajmuję ostatnio. Jest on bowiem pomocny w dotarciu do sedna naszej dzisiejszej Ewangelii. W przypisach do „Encyklopedii Zagrożeń Duchowych” ks. A. Posackiego SJ czytamy: „Błąd metodologiczny synkretyzmu opiera się zwykle na apriorycznym założeniu istnienia podobieństw w doświadczeniu religijnym, przy jednoczesnym ideologicznym ignorowaniu różnic, które są często ważniejsze od problematycznych podobieństw.”

Otóż i zagadnienie dotyczące istoty naszego problemu. Nie tylko synkretyzmu religijnego, który jest rzeczywiście pomyłką naszych czasów, ale bardzo istotnego dla naszego kościoła ekumenizmu, który już pomyłką nie jest. Miesza się nam niestety synkretyzm z ekumenizmem, dlatego co poniektórzy gotowi są podpalić wszystkie zbiorowiska religijne, biorąc je niesłusznie za synkretyzm religijny.

Otóż i nieszczęsny dialog opacznie rozumiany. Wytrych dzisiejszych przemówień, kazań, homilii, wszelkiego rodzaju wystąpień i konferencji. Być może nie ma dzisiaj przemówienia, w którym nie wpisano by tego słowa. Dialog jest tym, czym oddycha dzisiejsza, postmodernistyczna kultura. Jest tym, czym żyje dzisiejszy świat. Czy to dlatego tak bardzo tęskno niektórym do wypraw krzyżowych? Do krwawych zamieszek z imieniem Boga na ustach? Można by podeprzeć się nawet Słowem Ewangelii. Chrystus mówi przecież o upragnionym rozłamie i ogniu rzuconym na ziemię. O pięciu rozdwojonych w jednym domu. Czy rzeczywiście chodzi o krucjaty, wojny religijne, o podboje?

O czym nam mówi powyżej cytowany fragment tekstu? „Różnice są często ważniejsze od problematycznych podobieństw”. Okazuje się bowiem, że dialog to odkrywanie różnic, zachowywanie ich z pełną powagą, akceptowanie ich. Chrześcijaństwo jest piękne i jedyne w swoim rodzaju. Nigdy nie będzie podobne do buddyzmu, nie będzie przypominać hinduizmu ani też nie upodobni się do islamu. Na tym polega dialog między-religijny, aby trwać przy Chrystusie patrząc przy tym z szacunkiem na uśmiechniętą i przesympatyczną twarz Buddy. Nie bijemy go w lewy policzek, tylko siedzimy z nim przy jednym stole, rozmawiamy, dzielimy się doświadczeniami i widzimy nasze odmienności. W tych odmiennościach odnajdujemy siebie. Jesteśmy inni, podzieleni. Jest między nami rozłam, lecz potrafimy o tym mówić. Nigdy nie będziemy do siebie podobni. Za to patrzymy na siebie z miłością, chociaż różnice jakie nas dzielą widać bardzo mocno. I dobrze! Tak ma być.  

Problem może się pojawić, gdy pragniemy nieść Chrystusa wyznającym inne religie. Na tym właśnie polega ewangelizacja, aby nieść Chrystusa wszelkiemu stworzeniu. Wierzymy, że Chrystus jest Tym, który zbawia i będzie sądził wszelkie stworzenie na końcu czasów. Oto i pojawia się brzemienne „koniec czasów” czyli Boży Sąd. Czy może o ten ogień chodzi? Czy nie tego pragnie Chrystus? Jak wielką jednak ma wobec nas cierpliwość, że wciąż czeka. Czeka na serca gotowe Go przyjąć. Na owoce naszej ewangelizacji. Czeka, chociaż już dzisiaj mógłby rzucić ogień na ziemię, bo nieustannie tego ognia pragnie. Miłość Boża jest niepojęta. Nie pojmie jej miłość ludzka, ułomna, egoistyczna, wygodna. Jezus pragnie ognia, który pochłonie świat pełen niegodziwości i przyniesie pokój, który nie jest z tego świata.

Powróćmy jeszcze raz do tekstu, który tak opisuje moment końca czasów: „tak więc przy końcu będzie nie pojednanie, ale wzmożenie walki, nie stopniowe przemienienie, ale przełom w procesie rozwoju ludzkości, nie przymierze pomiędzy Bogiem a ludzkością, ale zdruzgotanie Królestwa tego świata przez Królestwo Boże; nie można więc mówić o ewolucji; koniec historii nie będzie naturalnym jej dopełnieniem, lecz linia wznosząca się będzie nagle przerwana”(…)*

Mamy więc być radykalni Chrystusem, ale nie żądni krwi, mściwi czy pełni nienawiści. Zło dobrem zwyciężaj! Baranek nie jest przecież wilkiem. Słucha głosu swojego pana. „Ja znam je” mówi Chrystus o swoich owcach, „a one idą za Mną”. Rozłam z dzisiejszej Ewangelii to nienawiść wrogów, jaką przychodzi nam brać na siebie, niczym jarzmo krzyża. To od nas się odwracają. To nam złorzeczą. To nas obrzucają kamieniami. Wszystko to z powodu Chrystusa, w którego wierzymy. Nie my rzucamy, lecz w nas rzucają. Taka jest właściwa kolej rzeczy. Taka jest wąska droga, jaką chrześcijanin ma iść.  

Niech więc te zawody będą biegiem do świętości, do pełnego ofiarowania dla Chrystusa. Nawet za cenę męczeństwa. Być radykalnym to nie zapominać o swoim powołaniu. Być radykalnym to złożyć ofiarę z siebie, zapomnieć o sobie, aby w centrum życia stanął Chrystus.

 

*ks. Aleksander Posacki SJ, Encyklopedia Białych Plam (zob. Antychryst). Wydawnictwo Polwen, Radom 2009

 

Magdalena Anna Golon, sierpień 2013          

 

 

Facebook