Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Pić coś zatrutego...

Pić coś zatrutego, brać węże do rąk.

Złe duchy wyrzucać.

Dzisiejsze czytania: Dz 1,1-11; Ps 47,2-3.6-9; Ef 1,17-23; Mt 28,19.20; Mk 16,15-20

(Mk 16,15-20)

I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Wyrzucać złe duchy, węże brać do rąk, pić coś zatrutego i nie zostać otrutym. To są realne charyzmaty prawdziwej uczennicy i ucznia Chrystusa. Jeśli czyjejś nauce nie towarzyszą znaki i cuda zapowiedziane w Ewangelii należy się poważnie zastanowić, czy rzeczywiście głosi się Ewangelię. Głosić bowiem można bardzo wiele. Szczególnie samego siebie oraz własną, wypaczoną wizję świata i Kościoła. Każdemu grozi, że stanie się fałszywym prorokiem. Najbardziej narażeni są ci, których uważa się za wybranych. 

Już samo słowo „wybraństwo” stawia młodego człowieka w niebezpiecznym położeniu. Można opacznie zrozumieć, że jest się kimś lepszym od innych, kimś postawionym ponad resztą ludzkości. I w tak fałszywym poczuciu „wybraństwa” głosić do ludu Bożego. Głosić głośno i z werwą, by po chwili, gdy tylko zdejmie się komże, dawać anty-świadectwo swojego „wybraństwa”. Dzisiaj w dobie szybkich środków masowego przekazu nie da się zataić zbrodni, zafałszować przestępstw, ukryć gwałty, czy molestowanie. Kwestią czasu jest obnażenie prawdy i wykrycie zbrodni. Każdy, kto został pokrzywdzony, złamany na duchu, wykorzystany, czy oszukany może dać publiczne świadectwo na swojej stronie, w internecie, na blogu, a nawet na facebooku. Może pójść do niezależnych mediów i prosić o pomoc, o wysłuchanie swojej historii. To ważne, by nie brać udziału w zmowie milczenia wobec zła, które panoszy się wszędzie. Bo jak głosi Ewangelia (Łk 12, 1-7): Nic nie zostanie zatajone, a prawdy będzie się głosić na dachach! Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. 

Dobrze się stało, że każdy człowiek może w wolności wyrazić swoje bóle, swoje życiowe tragedie. Prawo demokratyczne nie pozwala, aby poważne wykroczenia przeciwko godności ludzkiej chowane były w zatęchłych i ciemnych kątach. Tak w prywatnych domach, jak i w instytucjach roszczących sobie pretensje do bycia „wieszczem narodu”. Prawo jest rzecz jasna niedoskonałe. Zaniedbuje pewne grupy społeczne, odrzuca głos nienarodzonych i starszych osób. A jednak jak dotąd nie było lepszego systemu od demokracji. Wobec tego, kiedy słyszę, jak niektórzy wpływowi ludzie tęsknią za systemem totalitarnym, oligarchicznym, czy za monarchią to mam ochotę krzyczeć. Te pokusy są jakąś tragedią wypaczonego umysłu, który boi się wolności obywateli.

Monarchia tym różni się od demokracji, że w pierwszym przypadku przestępstw jest tyle samo, ale są skrzętnie ukrywane jako wstydliwe dla rządów monarchii. W drugim przypadku przestępstwa są ujawniane, rozpatrywane w świetle prawa i jawne wobec wszystkich obywateli. Jeden i drugi system ma swoje słabe strony, a jednak to demokracja pozawala na lustrację i głoszenie prawdy na dachach. Ewangelia jest głosem demokratycznym odwołującym się do głosu ubogich, nieuczonych i prostych ludzi, którzy mają wiele do powiedzenia. Ośmielę się zatem zapytać, czy monarchiczny system państwa Watykańskiego sprzyja głoszeniu Ewangelii? 

(Dz 1,10-11) 

Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.

Za każdym razem, gdy czytam ten fragment Pisma, mam ochotę podejść do któregoś z gorliwych wyznawców Chrystusa i zapytać go: Dlaczego stoisz i wpatrujesz się w niebo zamiast zakasać rękawy i zabrać się za brudną robotę w winnicy Pańskiej? Czy wydaje Ci się, że samo wpatrywanie się w niebo, uwielbianie Boga i modlitwa może ludziom pomóc? A gdzie odwaga, gdzie wyrzucanie złych duchów i łapanie węży w rękę? Skąd tyle abnegacji i bierności? Skąd ten marazm? Skąd fałszywe poczucie luksusu i wybraństwa? Czy przy takim ogromie zła człowiek może pozwolić sobie na luksus głoszenia prawdy w oderwaniu od rzeczywistości? Czy może sobie pozwolić na luksus głoszenia poza brudem tego świata, poza brudem grzesznych struktur i wypaczeń? Czy nie lepiej byłoby zamiast z uśmiechem wpatrywać się w niebo zacząć aktywnie walczyć ze złem? Walczyć w sposób bezkompromisowy, bez tego fałszu, że wszystko samo się ułoży. Tylko wtedy, gdy nie zamykamy oczu na zło, kiedy walczymy ze złem, możemy być nazwani prawdziwymi świadkami Chrystusa.

Magdalena Anna Golon, maj 2015.          

Facebook