Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Obskuranctwo „widzących”

Obskuranctwo „widzących”

 

 

 

Niedzielne czytania: 1 Sm 16,1b.6-7.10-13a; Ps 23,1-6; Ef 5,8-14; J 8,12b; J 9,1-41

(...)Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. - Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal. 

Przejrzeć na oczy, to widzieć głębiej, widzieć lepiej. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu znany cytat Antoine de Saint-Exupéry wyraża tą ważną prawdę. Ci, którzy widzą „oczami ciała” mogą być faktycznie zaślepieni, niczym faryzeusze przywołani w niedzielnej Ewangelii. Widzieć z perspektywy wewnętrznej, duchowej to szczególna optyka, o której trzeba by mówić więcej i wiele wyjaśniać. Tymczasem niepostrzeżenie rośnie strach przed krytyką i podejrzeniami o obskuranctwo duchowe. Opinia publiczna zdaje się wpływać bardzo mocno na wypowiedzi duchownych i świeckich, którzy jak przysłowiowy tonący chwytają za brzytwę populistycznych poglądów. Według tych powierzchownych „teologii postępowych” problem konfliktu ciała i ducha od wieków kontemplowany przez świętych mistyków i ojców kościoła jest konfliktem wydumanym, w rzeczywistości nie istniejącym. Pomijam tu herezje manichejskie, katarskie czy inne, których w historii nie brakuje. Walczyli z nimi święty Augustyn czy święty Tomasz. Dzisiaj, mam takie wrażenie, ma miejsce coś zupełnie innego. Próbuje się przekroczyć tą samą granicę tylko w drugą stronę. Sprzyja temu, głoszona również w niektórych periodykach katolickich, przedziwna rewelacja współczesnych duchownych, że ciało jest jednocześnie duchem. Idea ta staje się powoli nową propagandą i nową herezją. Być może wynikającą ze strachu przed opinią publiczną, która łakomie czeka na gloryfikację ciała i jego zmysłowości. 

Trwa Wieki Post, który ma sprzyjać głębokim rozważaniom na trudne tematy wiary, związane z cierpieniem i śmiercią. Wypada je czytać w perspektywie krzyża i umęczonego Ciała Jezusa Chrystusa. Wiadomo przecież, że nie da się oddzielić Zmartwychwstania od Męki Zbawiciela, od Golgoty. Wobec tego trzeba głośno powiedzieć, że Ciało jako dar Boży, to w teologii temat poważny i trudny. Pochopne, radosne maratony chrześcijan w kierunku odrzucenia dramatycznego napięcia między tym, co przynależy do świata a tym, co pochodzi z Ducha jest poważnym nieporozumieniem. Chrześcijanin ma walczyć o jedność ciała i ducha, o doskonałą integrację ducha z ciałem, o miłosny uścisku tego, co cielesne i tego, co duchowe, będąc jednocześnie świadomym, że to napięcie, między jednym a drugim, pozostanie w człowieku do końca, że mimo naszych starań nie da się go usunąć. To napięcie jest konsekwencją grzechu pierworodnego. Mało tego. Owo napięcie chroni przed zejściem z drogi krzyżowej w kierunku łatwego hedonizmu, który z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego.     

Bądźmy więc tymi, którzy pozostając ślepymi na mody tego świata otwierają szeroko oczy, widzą w Chrystusie, który uzdrawia. 

Magdalena Anna Golon, marzec 2014

 

 

Facebook