Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Nie chodzi z nami

Nie chodzi z nami

Dzisiejsze czytania:Lb 11,25-29; Ps 19,8.10.12-14; Jk 5,1-6; J 17,17ba; Mk 9,38-43.45.47-48 

(Mk 9,38-43.45.47-48)
Wtedy Jan powiedział do Jezusa: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. Lecz Jezus odrzekł: Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze.

„Widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy”. Przyjrzyjmy się temu fragmentowi Ewangelii. Co znaczy, że ktoś „z nami nie chodzi?” Czy to znaczy, że nie należy do tej samej parafii? Do tej samej wspólnoty? Czy może nie należy nawet do tego samego Kościoła? Czy może to ten, który nie myśli jak my? Ewangelia mówi wyraźnie, Pan Jezus mówi wyraźnie: - Nie zabronisz głosić Dobrej Nowiny tym, którzy są poza Kościołem. Nie zabronisz uzdrawiać w Imię Pańskie nikomu, kto z Tobą nie chodzi!

Dalej jest jeszcze bardziej dramatycznie: - „Kto poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, nie utraci swojej nagrody”. Czyżby wystarczył najmniejszy gest serdeczności wobec apostoła, by zostać zbawionym? Czyżby wystarczyło być „tylko” dobrym (uwaga, to ciekawe zagadnienie), aby „nie utracić swojej nagrody?” W tym miejscu warto zadać pytanie – ile dla ciebie znaczy serdeczny gest tego, który „nie chodzi z Tobą?”

Chrystus nazywa „małymi” tych, którzy nie chodzą z uczniami, a są im życzliwi. Są dla apostołów serdeczni. Zbawiciel wskazuje na konieczność przyjęcia tych, którzy nie przynależą bezpośrednio do wspólnoty wiernych, a uzdrawiają w imię Boże. 

To jeszcze nic. Chrystus mówi, że jeśli apostoł będzie zgorszeniem dla tych, którzy pozostają poza Kościołem (nazywa ich „małymi”), jeśli da anty-świadectwo, ośmieszy nauki ewangeliczne, będzie miał poważne kłopoty. Kamień powieszony u szyi i utopienie w morzu jest tu adekwatną zapłatą.

Przyjrzyjmy się naszej dzisiejszej sytuacji. Jak wygląda Ewangelia wdrażana w życie Kościoła? Wiele zmieniło się na lepsze. To trzeba podkreślać. Kościół uczynił ogromny wysiłek, by wyciągnąć rękę do tych, którzy do niego nie należą. Są to: ateiści, wyznawcy innych religii, chrześcijanie, ale ci nie należący do Kościoła Rzym-katolickiego. Wszyscy zostali zaproszeni do wspólnoty jako b r a c i a. 

Zaproszenie nie jest jednoznaczne z codziennym, dobrym życiem wspólnotowym. Bardzo często zdarza się, że ci, którzy nie „chodzą z nami” traktowani są jak intruzi, jak wrogowie Kościoła czyhający na naszą religijność (sic!). Jakby ta religijność, od której odżegnuje się sam Chrystus, była tu sprawą pierwszą. Nie jest! Zdarza się nawet, że ci, którzy chodzą z nami – katolicy – traktowani się karygodnie. Kapłani nie mają dla nich czasu, brakuje im życzliwości, nie mają serca, a nawet otwarcie kpią z wiernych! To jest zgorszenie, za które odpowiedzą przed Chrystusem. 

Zważywszy na słowa dzisiejszej Ewangelii, nie będzie to spotkanie słodzone fałszywym uśmieszkiem. Niech Bóg nas broni przed wilkami w owczej skórze!    

Magdalena Anna Golon, wrzesień 2015    

Facebook