Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Myślenie magiczne...

Myślenie magiczne

czyli rekolekcje 

faszerowane dobrym 

samopoczuciem

Niedzielne czytania:Rdz 22,1-2.9-13.15-18; Ps 116,10.15-19; Rz 8,31b-34; Mt 17,7; Mk 9,2-10 

(Mt 17,7)

Z obłoku świetlanego odezwał się głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!

Coś niepokojącego dzieje się od czasu do czasu na fali rekolekcji i kościelnych tendencji. Ostatnio da się zauważyć problem myślenia magicznego. Czym jest myślenie magiczne? To jedno z orzeczeń lekarskich używanych w psychiatrii. Oznacza problem magicznego podejścia do słów i okoliczności. Człowiek dotknięty problemem myślenia magicznego uważa, że to, w jaki sposób się wypowiada, ma bezpośredni wpływ na rzeczywistość. Czyli na przykład wypowiadając prawdę na temat paskudnej pogody czy swojego nastroju, który jest podły, skazuje siebie na niełaskę. Inny przykład. Kogoś boli głowa i chce się tym podzielić z bliską osobą. Mówi: boli mnie głowa, źle się czuję. To jest prawda, którą wypowiada. Tak po prostu jest. Zdrowa osoba nie ma oporów, by wypowiedzieć prawdę. Osoba myśląca magicznie, chociaż boli ją głowa, powie: czuję się bardzo dobrze, nic mi nie jest. W podświadomości zaś kalkuluje: jeśli powiem, że czuję się dobrze (chociaż jest mi bardzo źle) wtedy zły nastrój zostanie zaczarowany wypowiadanymi słowami i poczuję się lepiej! 

Tak są prowadzone dzisiaj niektóre z rekolekcji, które uważam za szkodliwe. Uważajcie, co wam kładą do głowy! Możecie nieopatrznie nałykać się czegoś, co będzie miało na was fatalny wpływ.

Zdarza mi się przekląć jak szewc. Zdarza mi się tłuc naczynia w porywie wściekłości. Mówię szczerze, że mam dosyć życia i chciałabym być już po tamtej stronie. To jest trudna prawda o mnie, z którą staję przed Obliczem Chrystusa. Hiobowa prawda. On przecież wie, co we mnie jest prawdą. Nie gram przed Obliczem Bożym. Nie jestem już dzieckiem, które tańczy do fałszywej melodii. Staję przed Panem i mówię: Panie, czuję się do niczego... Jestem zmęczona ludźmi. Wkurzają mnie i zniechęcają. Pomóż mi, proszę! Wtedy przychodzi łaska. Wtedy Pan objawia swoje miłosierdzie. Pochyla się nad mówiącym prawdę i daje mu lekarstwo. Przychodzi łagodność, przychodzi pokora i przemienia niechęć w to, co dobre, co kochające.

Wyobraźmy sobie teraz, że zachowamy się inaczej. Tak jak radzą niektórzy rekolekcjoniści. Czujemy się podle i chcemy za wszelką cenę udawać, że wszystko jest dobrze. Stajemy przed Bogiem i mówimy: Panie, czuję się wspaniale (czuję się do niczego, ale nie powiem tego). Jestem pełen werwy i radosny (moja twarz i całe ciało mówią dokładnie coś innego, ale nie powiem tego). Kocham wszystkich (nie jestem w stanie wszystkich kochać, ale nie powiem tego). I tak dalej i tak dalej. Bóg nie wysłucha takiego człowieka, bo udaje. Bawi się w pozory. Pozory są dla niego ważniejsze, niż trudna prawda. Nie jest szczery przed Bogiem. Kombinuje. 

Piszę to przy okazji II Niedzieli Wielkiego Postu. Otóż dobrze jest pościć od radosnych emocji i złudzeń na własny temat. Popatrzeć odważnie w głąb siebie i odnaleźć tam wszystko to, co nas dręczy i obciąża. Iść z tym do Jezusa. Wykrzyczeć, wypowiedzieć swój ból i frustracje. Nie bać się używać własnych słów także wtedy, gdy są wulgarne. Mój własny język pozostawia często wiele do życzenia. Wiem, że Jezus przyjmuje mnie właśnie taką - udręczoną własną złością, brzydką. To jest nasz Ojciec. Zrozumie i będzie mógł uzdrawiać. Zafałszowany obraz własnych uczuć i nadmierne emocje „pozytywne” są gwoździem do trumny. Są myśleniem magicznym, które bardzo poważnie stoi na przeszkodzie do dojrzałego, mężnego przeżywania swojego życia i obecności Boga. 

Lubię ikonę przemienienia pańskiego wg Rublowa. Uważam, że jest piękna. Chrystus stoi na Górze Tabor w wielkim blasku. Promienie nadprzyrodzonego światła rozchodzą się wokół postaci Chrystusa, który błogosławi uczniów: Jana, Jakuba i Piotra. Uczniowie są porażeni. To właśnie szczególnie cenię w tej ikonie. Nie skaczą do góry, nie klaszczą, nie tańczą beztrosko, jak sekta amiszów. Leżą w bezładzie i trwodze na ziemi. Ich kończyny są rozrzucone w nienaturalny sposób, jakby ulegli wypadkowi. Jeden runął na plecy głową w tył, drugi kuli się jak robak, zasłaniając twarz. Trzeci zaś nie wie, co ze sobą zrobić i biegnie przed siebie, jakby postradał zmysły. Żaden z nich nie ogłasza, że pogoda jest ładna a słońce świeci wspaniale. Są przerażeni, zdezorientowani, zagubieni. Ich ciała, ich gesty wyrażają prawdę o człowieku niezdolnym odpowiedzieć na Bożą obecność. Człowiek wykonuje jakieś gesty lecz nie one są kluczem do Bożego Serca. Nasze myśli, słowa czy wybory nie kupują nam przepustki do nieba. Nie zaczarujemy Bożej Mądrości słowami czy zafałszowanym obrazem siebie. Nie kupimy tym zbawienia. 

Wiele razy to przeżywałam. Załamanie, upadek. Porażenie Bożą wielkością i własną słabością. Zaciskałam bezsilnie dłonie, zagryzałam wargi, płakałam. Wyłam z bólu, który odczuwałam w sercu. Krzyczałam pod Krzyżem, że tego nie wytrzymam. Nie udawałam, że jestem silniejsza niż to jest naprawdę. Mój spowiednik wiele razy słyszał, że jestem do niczego i nic mi w życiu nie wyjdzie, jeśli Bóg nie zainterweniuje (co jest prawdą). Po tych aktach bezwzględnej i szczerej spowiedzi, zawsze przychodziły największe łaski. Nie znaczy to, żeby teraz krzyczeć głośno: jestem nikim! Broń Boże! Żaden teatr nie sprawdzi się przed Bożym Obliczem. Znaczy to, że nie można kupić Bożej miłości dobrym samopoczuciem. Nie łudźcie się, to nie jest droga do Bożego Serca.

Magdalena Anna Golon, luty 2015  

Facebook