Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije

Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije 

Niedzielne czytania: Prz 9,1-6; Ps 34,2-3.10-15; Ef 5,15-20; J 6,56; J 6,51-58

(J 6,51-58)

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

Dla wielu z nas przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskiej jest tym, co nadaje sens naszemu życiu. Wiemy, że Syn Boży przyszedł na świat i oddał siebie na zbawienie nas wszystkich. Wiemy również, że zapragnął być dla nas pokarmem i napojem. Stając się tym samym jedyną dobrą ofiarą. Jedyną jaka może podobać się Bogu. To ogromny przełom dla ludzi wierzących i dla tych poszukujących Boga. Nie trzeba zabijać, nie trzeba zasłużyć na miłość przez uczynki, nie trzeba wypełniać nakazów prawa. Odtąd prawdziwą ofiarą jest miłość Chrystusa. Wydaje się, że to niewiele... Jak miłość może nas zbawić? Trzeba przecież zdać maturę z aktów wiary, z przykazań kościelnych, z teologii itd. Nie prawda. Nic nie trzeba. Zostaliśmy uwolnieni od prawa, które nakazuje, zabrania i każe. Tylko Jezus jest prawdziwą ofiarą. Nikt inny nie może już niczego dołożyć. Wypełniło się.

A jednak... Jednak trudno jest pojąć Tajemnicę Boga, który się tak uniżył. Dał nam siebie do zjedzenia. Znajomy ksiądz, franciszkanin, tak tłumaczy sens prawdziwego pokarmu:

  • Kiedy kogoś bardzo kochamy to mówimy: - tak bardzo cię kocham, że chciałbym cię zjeść! - Jezus spełnia to przedziwne pragnienie, by zaspokoić nasz głód miłości.

Co nam po długich dysputach i teologicznych rozprawach, gdy chodzi o coś tak delikatnego? O ofiarowaniu Jezusa trzeba mówić językiem zakochanych. To i tak  będzie jeszcze mało...

Magdalena Anna Golon, sierpień 2015  

Facebook