Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Kazanie (nie) dla heretyków

VI niedziela zwykła

Dzisiejsze czytania: Syr 15,15-20; Ps 119,1-2.4-5.17-18.33-34; 1 Kor 2,6-10; Mt 5,17-37

(Syr 15,15-20)

Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania, a dochować wierności jest Jego upodobaniem. Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane. Ponieważ wielka jest mądrość Pana, potężny jest władzą i widzi wszystko. Oczy Jego patrzą na bojących się Go, On sam poznaje każdy czyn człowieka. Nikomu nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć. Oto słowo Boże. 

Kazanie na górze zapisane w Ewangelii św. Mateusza powołało do życia wielu heretyków. Tak mawiają znawcy tematu - filozofowie i teolodzy. Czy znajdzie się w tym ziarno prawdy? Na pewno tak. Być może jedną z odpowiedzi będzie zbyt dosłowne traktowanie słów Jezusa. Prawdą jest, że brzmią one w tym fragmencie bardzo radykalnie, niemal złowieszczo. Zdają się być przekleństwem, to przerażające. Jezus mówi wprost: „kto by mu rzekł «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego”. Komu nie zdarzyło się powiedzieć, czy choćby pomyśleć o kimś w ten sposób? Tymczasem to Jezus zna wnętrze człowieka i tylko On może osądzić. Ludzkie wyobrażenia o tym, kim jest bezbożnik czy grzesznik w wielu przypadkach mają niewiele wspólnego z oceną samego Boga. Dlatego nie należy ulegać pokusie powierzchownej krytyki cudzych występków. Czyżby krytyka dawała nam poczucie wyższości, władzy czy innych, egoistycznych odczuć? Zwykle krytykuje się po to, by poczuć się lepiej kosztem innych. „Sztuczna krytyczka” mawiał żartobliwie i z przekąsem pewien zacny profesor z Wydziału Rzeźby, kiedy ktoś silił się (nazbyt często) na nieprzychylną ocenę prac innych artystów. Ten epitet do dzisiaj brzmi w moich uszach, jak dzwonek alarmowy. Dlatego unikam wszelkiej pretensjonalnej krytyki, która dzisiaj staje się (zgroza!) coraz bardziej skutecznym narzędziem samo-promowania się czy samozaspokojenia (własnej próżności). Uważajmy na to! Jak czytamy w Ewangelii, może to skończyć się karą piekła - wiecznym potępieniem. Ten radykalny przekaz Jezusowy powinien wzbudzać słuszny lęk, czy lepiej bojaźń Bożą. Bojaźń Boża różni się od lęku tym, że nie paraliżuje; jest konstruktywna. 

Trzeba pamiętać - dosłowne traktowanie Słów Pisma świętego może doprowadzić człowieka do szaleństwa. Słowo Boże może stać się chorobą, ciemnością, w którą nierozsądny rzucił się na oślep. 

Czytamy: „Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.” 

Znamy wybitne postaci historyczne, filozofów i wyznawców Chrystusa, którzy dokonywali samookaleczeń, aby bardziej podobać się Bogu. To na nich ciąży miano heretyków. Gdyby Orygenes nie pozbawił siebie narządów płciowych zostałby świętym. W rzeczy samej był świętym, tak uważał święty Grzegorz Cudotwórca - uczeń i przyjaciel mistrza. Sam Orygenes, będąc już człowiekiem starszym i bardziej doświadczonym, ubolewał nad nieodwracalnym uczynkiem, który zamknął mu drogę do świętości. Podobnie jak głoszenie apokatastazy, która w kontekście dzisiejszej Ewangelii brzmi jak gaworzenie niemowlęcia. Wszystko zatem róbmy z umiarem. Orygenes stanowczo odradzał w swoich pismach, aby traktować Ewangelię dosłownie. Jako młody człowiek filozof ten dokonał kastracji pod natchnieniem słów św. Mateusza, które odebrał jako nakaz: - są rzezańcy, którzy samych siebie wytrzebili dla królestwa niebieskiego* (por. Mt 19, 12)

Podobno Demokryt wyłupił sobie oczy, aby świat wokół nie przeszkadzał mu w dochodzeniu do prawdy. I chociaż nie jest pewne, czy rzeczywiście tak było, chcemy w to wierzyć. Skoro jeden z filozofów poddaje się dobrowolnie kastracji, czemu drugi nie miałby odebrać sobie wzroku? Wszak jeden i drugi byli równie szaleńczo zakochani w prawdzie, aby dla prawdy ponieść słuszną ofiarę. Zgadzamy się, że mogło tak być, to jest możliwe. Być może w głębi serca pragniemy, żeby tak było. Tak skrajnie radykalne postawy wzbudzają dreszczyk emocji i podziw, chociaż wiemy, że zachowania obu panów wykraczają daleko poza ustalone normy. Czym wobec tego jest norma?

Czytamy: „Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.”  

Normą nazywamy Prawo, które w Chrystusie wypełniło się ofiarą Krzyża i Bożym Miłosierdziem. Ponadto dziesięć przykazań i błogosławieństwa na górze. To właśnie jest norma w znaczeniu Ewangelicznym (chociaż słowo norma zdaje się być mocno nie na miejscu). Znaczenie Ewangeliczne bowiem normą nie jest, a być powinno. To duża różnica. To, że czegoś chcę, że czegoś pragnę, nie znaczy jeszcze, że to mam, że to posiadam. To, że znam przykazania, nie znaczy, że je stosuję. Chociaż nie chcę grzeszyć, to jednak grzeszę. Zatem Prawo Boże wyznacza kierunek wędrówki. Niczego nie zapewnia, niczego nie obiecuje. Jest zaproszeniem, drogą do przejścia. Ta droga ma trwać przez całe życie. Jest w gruncie rzeczy ciężką pracą nad sobą, walką wewnętrzną, zmaganiem się z własnymi słabościami (nie mylić z próżnym samodoskonaleniem się). Dlatego wszelkie „odcinanie członków”, radykalne sekty, które widzą rozwiązanie na przykład w zbiorowym samobójstwie, wszelkie zachowania skrajnie destrukcyjne, agresywne wobec „innowierców” zawsze są anty-świadectwem. 

Dużo lepiej uznać własną słabość i być pogodzonym ze sobą na ile to możliwe. Pogodzonym ze sobą nie znaczy pobłażliwym dla własnego grzechu. Raczej miłującym siebie, aby tym lepiej sobie pomóc. Dobrze jest stanąć odważnie w świetle prawdy. Nie żyć życiem pozornym, „obcym” ze względu na złudzenia, pragnienie mocy czy innych korzyści materialnych czy duchowych. Przykładem „ubogich” heretyków, którzy zbyt radykalnie poszli za słowami Jezusa z kazania na górze są Ebionici - ubodzy w znaczeniu dosłownym, żyjący w izolujących się komunach. Pierwsi chrześcijanie uznali ich za odszczepieńców. 

Jak więc rozumieć Słowo Boże dzisiaj? Myślę, że ważnym momentem jest fragment nawołujący do rezygnacji z jakiejkolwiek złości, nienawiści czy przemocy. Dotyczy tak bliźniego jak i samego siebie. Czytamy: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar twój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze(...)” 

To zachęta do radykalnej łagodności, do bycia Barankiem, prawdziwym sługą Bożym, który nie tylko, że się nie mści, nie zabija, nie mówi źle przeciw bliźniemu, ale całym sercem szuka zgody, usilnie stara się zachować pokój, ponieważ zna przykazania. Wie, że Bóg nie przyjmie jego ofiary, gdy będzie skłócony z bratem. To również jest postawa skrajna, lecz jakby drugi jej biegun. Skrajna łagodność posunięta do granicy absurdu. Bezbronność objawiona w krzyżu Chrystusa i w Eucharystii. Bóg - człowiek daje się zabić i chce być spożywany przez swoich oprawców. Do tego namawia nas Chrystus, abyśmy byli jak On – sługami. Nie zatem świat i jego głosy, lecz Chrystus i prawda Ewangelii. Prawda rozumiana roztropnie. Dawkowana w zgodzie z „pojemnością” serca i umysłu, przyjmowana cierpliwie, każdego dnia. 

Magdalena Anna Golon, luty 2014

*są rzezańcy, którzy samych siebie wytrzebili dla królestwa niebieskiego - Sławomir Rusin/ List 7-8/04 Orygenes i św. Grzegorz Cudotwórca, H. Crouzel, Orygenes, Kraków 2004,

Facebook