Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Intelektualne lodowisko w sprawie ks. Bashobory

Dzisiejsze czytania: Iz 66,10-14c; Ps 66,1-3.4-7.16.20; Ga 6,14-18; Kol 3,15a.16a; Łk 10,1-12.17-20

 

Łk 10, 17 - 20

„Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie.”

 

„A zatem, poseł Ruchu Palikota staje po stronie części duchowieństwa katolickiego, wypowiadając właściwie opinię teologiczną w sprawie uzdrowiciela z Ugandy.” M. Blaza SJ

Jaka to wypowiedź Rozenka nazwana została „dowcipnie” opinią teologiczną? Może najpierw słowo o autorze cytatu, bo przecież to jego kalambur wydany został na pastwę czytających takich jak ja, prosta kobieta z ludu wzięta. Objawił się zatem (ten przezabawny kalambur) poprzez nie byle jakiego jezuitę. Jego wypowiedzi chętnie są czytane w kręgach intelektualistów, tych co to wstydliwie i z rumieńcem na twarzy, szeptem i z dużą dawką tak modnego dzisiaj niedowiarstwa, rozważają sprawę kapłana z Ugandy. Otóż ta właściwie… czy też właściwa (sprytny zabieg) opinia teologiczna brzmi: "Żyjemy w XXI wieku, a nasz kraj coraz bardziej przypomina ciemnogród. A ja nie chciałbym, żeby Polską rządzili szamani. Lepiej być bliżej Europy niż wprowadzać do nas standardy niektórych krajów afrykańskich". Tym samym Andrzej Rozenek ogłoszony został teologiem.

Zastanawiam się właśnie, pokrzepiona niedzielną Ewangelią, jak czytać ową dziwną wypowiedź. Z przymrużeniem oka? Z dystansem, wierząc, że oto ceniony i coraz częściej widoczny w mediach jezuita i tym razem przepowiada nam prawdę z wyżyn ekskluzywnej teologii? Czy i tym razem chodzi o decentralizację władzy papieskiej? Ale co miałby z tym wspólnego uzdrowiciel z Ugandy? Może, według tych „właściwie” teologicznych opinii (szczęśliwie jest to mniejszość kościoła w Polsce) zbyt wielu ludzi gromadzi się wokół jednego kapłana, powodując tym samym zazdrosne ponuractwo w kręgach tych, dla których chłodny racjonalizm jest celem samym w sobie? Jakże to a fe! wszystko roztańczone, rozśpiewane, nieuporządkowane i ekstatyczne, niczym na stadionie przed meczem. Spocone twarze, kolorowe proporce, okrzyki wydobywające się nagle i w sposób niekontrolowany z oślinionych ust, w dodatku kulawi i paralitycy idą niemrawo w stronę uzdrowiciela i unoszą w górę załzawione oczy, a fe, średniowieczne misterium wprost z obrazu Pietera Bruegel’a, pełne łajdackich twarzy i bezzębnych uśmiechów. Jaki brak wyczucia i statecznej powagi! Brak teologicznego sznytu, tego profesjonalizmu, który mógłby błyszczeć niczym niedosiężna przez masy gwiazda, izolując tym samym prostacki motłoch, tu tłumnie padający w proch brudnej ziemi.

Nie pozostaje nic więcej jak zdystansować się od wypowiedzi ojca M. Blaza SJ, zakrawa bowiem na niezbyt wyszukany kalambur, zabieg sprytny i ceniony wśród wielu znajomych cyników, bo jakże błyskotliwy. Autor tejże wypowiedzi natychmiast przenosi się w sferę dla vipów (wespół z nim jego kibice) dla których czarne, spocone twarze i śpiewne wypowiedzi wypływające wprost z głodnych ust są wielce niestosowne. Zaburzają bowiem abstrakcyjną kompozycję teologia moderna wydedukowaną w samotności, przy cichutkim szeleście delikatnej bibuły, chłonącej cierpliwie nadmiar najlepszego atramentu wylewanego niefrasobliwie z aż nazbyt dociśniętego pióra… Użycie obelżywej i pozbawionej wyczucia wypowiedzi Rozenka dotyczącej Johna Babtista Bashobora, bo o nim tu mowa, jest po prostu nie na miejscu.

Wróćmy więc do Ewangelii. Co mówi Jezus i co to znaczy dla nas, prostych ludzi…  „Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają. Wtedy rzekł do nich: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi.”

Uzdrowienia, jakie mają miejsce na spotkaniach charyzmatycznych, to nic innego jak łaska darowana przez Jezusa za pośrednictwem wybranego kapłana. Kapłan udzielający błogosławieństwa jest narzędziem w rękach Boga. Wszystko to oczywiście można poddać w wątpliwość i nie zgodzić się z tym. Fakty jednak przemawiają. John Babtista Bashobora doktor teologii duchowości na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim napisał pracę o rozeznawaniu duchów w życiu ugandyjskich chrześcijan. Bardzo mocno zaangażowany w sprawy społeczne swojego kraju założył szkoły i sierocińce, w których przebywa w tej chwili prawie 5000 sierot. Głosi rekolekcje, prowadzi spotkania charyzmatyczne poza granicami swojego kraju. W Polsce był już kilka razy. Niezwykłe zdarzenia towarzyszące spotkaniom z ojcem Johnem udokumentował Lech Dokowicz i Maciej Bodasiński w filmie „Duch”. Liczne uzdrowienia z ciężkich chorób, wskrzeszenia zmarłych i przywrócenie duchowej radości poprzez uwolnienie od złych duchów zostały potwierdzone przez rzesze wiernych i wielu duchownych, w tym autorytety ze środowiska egzorcystów Polskich.

Uzdrowienie ducha może przynieść uzdrowienie ciała, i o tym należy głośno mówić bez względu na krytyczne uwagi samych księży. Postawa sceptyków jest zresztą bardzo zmienna w zależności od środowiska w jakim posługują lub też ze względu na osobiste przeżycia, nie rzadko związane z ciężką chorobą bliskiej osoby. Osobiście zetknęłam się z kilkoma osobami duchownymi i świeckimi, którzy radykalnie zmienili zdanie co do spotkań charyzmatycznych.

Przy tego typu spotkaniach bardzo ważna jest nasza osobista relacja z Chrystusem, wiara i przylgnięcie do krzyża. Jezus nie uzdrawia na zawołanie,  „na pstryk”. Choroba może być większym błogosławieństwem niż uwolnienie, znamy to z przykładów wielu świętych mistyków jak Marta Robin czy Mała Arabka. Ich cierpienie miało moc zbawczą.

Pozwólmy Jezusowi uzdrawiać, przyjmijmy jego wolę wobec nas. Nawet, gdy nie jest ona zgodna z naszą wolą. Uparte poddawanie w wątpliwość działania Ducha Świętego może skończyć się zatwardziałością serca, a na to nie ma lekarstwa…

 

Magdalena Anna Golon, lipiec 2013    

Facebook