Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

A woda płynęła

Święto rocznicy poświęcenia Bazyliki Laterańskiej

Dzisiejsze czytania: Ez 47,1-2.8-9.12; Ps 46,2-3.5-6.8-9; 1 Kor 3,9b-11.16-17; 2 Krl 7,16; J 2,13-22 

Jakie były i dalej są powody gorączkowych poszukiwań czegoś innego? Być może jednym z nich jest jurydyczna instytucja Kościoła. Zamiast świadczyć o Chrystusie instytucja przez setki lat stawiała wały obronne i budowała zapory mające wytyczyć granice pomiędzy tym, co święte a tym, co nieświęte. 

Świątynia Ducha zaczęła przypominać socjologiczny twór, daleki od ewangelicznej prawdy. 

Temu skostnieniu w Świątyni od dawna towarzyszyło palące pragnienie rozwiązania problemów Kościoła jako instytucji. To było głównym motorem Soboru Watykańskiego II, który dotknął wielu bolesnych miejsc współczesnego Kościoła z intencją ich uzdrowienia. Wprowadzono realne zmiany. Nadano kierunek nowo formującym się wspólnotom i nowym ruchom ewangelizacyjnym. Woda żywa, która wpłynęła wtedy ze świątyni do dzisiaj użyźnia ziemię na całym świecie. Dociera do miejsc, do których wcześniej nie można było dotrzeć i odciska widoczne, duchowe piętno.

Skoro żywa woda wypływająca ze Świątyni penetruje wszystko - także to, co jest poza nią - nie ma już podstaw do sztywnego podziału na sacrum i profanum. Sacrum i profanum dalej istnieje, doświadczamy tego na własnej skórze. Zmieniły się jednak obszary zwyczajowo obwarowane dla sacrum i dla profanum. Te dwa światy, skrupulatnie kiedyś oddzielone, statyczne w swoich granicach, zostały nagle wprawione w ruch poprzez nową dynamikę Ducha Świętego. Nie można zatrzymać tego procesu. To tak, jakby próbować zmieniać właściwości wody. Skończyłoby się to porażką. Woda płynie. Wypełnia szczeliny, zagłębienia i koryta. Nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Można próbować budować zapory czy tamy. Woda i tak je przerywa, uderzając z wielką siłą i zalewając wszystko, co stanie na drodze.

Zatem, bez względu na to, jak gruby mur będą chcieli zbudować ludzie pragnący starego porządku, nowa ewangelizacja wypływa nieustannie ze źródła, ze Świątyni i przemienia świat, który od dawna przestał być profanum, czymś gorszym, pozostającym poza murami sacrum. Taki podział nie ma dzisiaj uzasadnienia. 

Wydaje się, że wschód pod tym względem jest  dużo bardziej spójny. Sztuczny podział na dwie odrębne strefy daleki jest od prawdy ewangelicznej. To zachód uświęcił dwie formy życia, oddzielił je od siebie i ustanowił oddzielne prawo dla laikatu i monastycyzmu. 

Tak pisze o tym zjawisku Paul Evdokimow, prawosławny teolog szukający twórczych rozwiązań dla duchowości zachodu: 

„Zachód uświęcił monastycyzm i laikat jako dwie formy życia: jedną odpowiadającą consilia, radom, drugą – praecepta, nakazom Ewangelii. Odwieczna jedność została w ten sposób zniszczona. Z jednej strony pojawiają się doskonali, z drugiej strony stają słabi, żyjący półśrodkami. Określona koncepcja ascetyczna usprawiedliwia życie małżeńskie o tyle tylko, o ile powołuje ono do istnienia dziewice i zaludnia zakony.

Na wskroś spójny charakter duchowości wschodniej nie stosuje rozgraniczenia na „rady” i „nakazy” Ewangelii. Wszelkie wymagania Ewangelii odnoszą się do wszystkich i do każdego. „Kiedy Chrystus - pisał święty Jan Chryzostom – nakazał iść wąską drogą, zwrócił się do wszystkich ludzi. Mnich i świecki winni osiągać takie same wyżyny”. Istnieje więc jedna tylko duchowość dla wszystkich, bez żadnego rozróżniania pod względem wymagań, ta sama dla biskupa, zakonnika czy osoby świeckiej, i jest to duchowość zakonna. Otóż kształtują ją zakonnicy świeccy, co słowu „świecki” nadaje sens maksymalnie duchowy i kościelny.”

Jak wielkiej wrażliwości teologicznej i duchowej potrzeba, aby zauważyć i ogłosić tą prawdę, o której na zachodzie łatwo się zapomina. Wciąż spotyka się duchownych, którzy uparcie próbują zachować stary podział. Nauczają z iluzorycznych wyżyn monastycyzmu. Nie widzą, że monastycyzm dawno wyszedł poza mury ich kościoła i wspólnoty. Byłam świadkiem takiej oto przygnębiającej sceny, gdy zakonnik zwrócił się głośno do siostry zakonnej: „Pracuję ze świeckimi (słowo świecki miało w jego ustach znaczenie pejoratywne). Nie mam czasu na życie monastyczne, tak jak siostra. To mnie rozbija. Ksiądz ten siedział przy stole razem ze świeckimi, którymi (jak mylnie sądził) opiekuje się. Ci świeccy dobrze słyszeli, co mówił. Upokarzające głupstwa wciąż są wypowiadane bez żadnego wstydu. Długa droga przed nami.

Magdalena Anna Golon, listopad 2014   

 

   

Facebook