Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła

Pomiędzy piekłami

Pomiędzy piekłami

 

Tekst w oparciu o wydarzenia prawdziwe. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest jak najbardziej zamierzone. 

 

Piekło Górne – wieś w Polsce położona w województwie pomorskim, w powiecie gdańskim, w gminie Przywidz. Wieś jest siedzibą sołectwa Piekło Górne w którego skład wchodzi również Piekło Dolne.

 

W niewielkich społecznościach wiejskich praca jest problemem. Gospodarstwa rolne wypiera współczesna ekonomia. Pieniądze potrzebne do życia można zarobić pracując ponad siły u bogatych inwestorów. Ci jednak rzadko kiedy kierują się etyką pracy. Ofiarą padają prości ludzie, którzy nie potrafią bronić własnych praw. Zdarza się, że życie mieszkańców danej wsi skupia się wokół jednego inwestora, którego inwazyjna działalność zatacza coraz większe kręgi. Uzależnienia finansowe i emocjonalne w tak małej społeczności prowadzą prostą drogą do współczesnego niewolnictwa.  

 

Piekło Górne 


Ciężka głowa upada w błoto. Nozdrza wciągają brudną wodę. Topi się. Nie ma siły podnieść głowy. Trzymam wielki łeb ponad lepką kałużą dopóki ręce nie opadają z wysiłku. Nikogo do pomocy. Stary ogier leży w rowie od kilku godzin. Czuwam przy nim bez przerwy. Wreszcie dzwoni ktoś z lepszego świata. Zagląda do mojego piekła przez słuchawkę telefonu.

 

  • Podnieś go – słyszę.
  • Postaram się – mówię do Lepszego, a ten zaraz odkłada słuchawkę. 
  •  

Przychodzi mi do głowy genialna myśl. Jedna z klaczy jest właśnie w rui. Idę po nią do stajni. Biorę na uwiąz i podprowadzam do ogiera. Zwierzę podnosi na chwilę łeb, przewraca białkami oczu. Zbiera ostatki sił i staje na nogi. Będzie dobrze, konisko się pozbiera, pocieszam samego siebie. Moja radość nie trwa długo. Ogier wali się z powrotem na ziemię i już nie wstaje. Nie mam nawet siły, żeby płakać. Żołądek przewraca się we mnie jak przerażone zwierzątko. Wymiotuję kilka razy. Chlusta ze mnie brunatno-żółta ciecz. 

 

Kilka metrów ode mnie stoją gapie. Nie podchodzą blisko. Truchło końskie z wydętym brzuchem, patykami nóg, nienaturalnie wykręconą głową leży w całej okazałości swojego nieszczęścia. Nie ruszam się z miejsca, chociaż nic tu po mnie. 

 

Piekło Dolne


Nie mam czasu nawet na jeden posiłek dziennie. Ktoś woła, ktoś coś chce, ktoś bluzga. Na podwórko wjeżdża auto. Oślepia mnie światłami. Klakson wyje wściekle. Szyba opuszcza się powoli. Słyszę, jakby obok siebie:

 

  • Młoty do roboty!
  •  

Udaję, że to nie do mnie. Milczę uparcie ponad jego chamstwem. To właściciel koni z dolnej stajni. Przyjeżdża tylko na chwilę. Jego krzyki słychać na całym terenie. Ochrypły głos ropucha niesie się od jednej stajni do drugiej:

 

  • Masz robić, jak ci każę ty ścierwo. 
  • Przecież robię – próbuję tłumaczyć, chociaż wcale nie muszę.
  • Zamknij się frajerze.

 

Wieczorem do górnej stajni przychodzi Lepszy. Rzuca mi pod nogi 500 złotych. Jest mi winien trzy razy tyle albo więcej, nie pamiętam. 

 

  • Dolna stajnia mnie nie obchodzi. Robisz tutaj, albo się wynoś leniu.
  • Dolna stajnia to też moja praca – mamroczę bez przekonania. 

 

Prosiłem kiedyś o pomocnika. Dostałem pijaka, który zachlewał się w środku dnia. Pewnego dnia spadł z balota słomy, upadł na ziemię jak worek kartofli i tak już został do wieczora. Nie ruszył się nawet wtedy, gdy w skórzanych oficerkach przyszły rozchichotane właścicielki swoich koni. Było mi wstyd.

 

Tekst Magda Golon

Foto Roman Zięba

 

luty 2017 

Facebook